36 w cieniu i sauna. Dobrze, że w domu chłodniej, a zaraz będzie burza na nie wiem ile fajerek.
Malowanie wczoraj skończyłam, dziś przynoszenie wszystkiego i mycie. Każdy gnat mogę sobie porachować od skakania po drabinie, ale wyszło dobrze. Chłop umył wczoraj okna, pozakładał gniazdka.
Ja co zeszłam po coś do piwnicy, to bach, płetwy leżą umyte tylko po egipsku. No to ciach, do pralni i myjemy. O, maska, to samo. I co chwila o, cośtsm.
Strach zejść do piwnicy, mówię Wam. Idę po mopa i znikam na godzinę. A jeszcze automat leży i skrzydło muszę w środku przepłukać słodką wodą.
Jak teraz nurkowaniem w Shamsie z Lajlą, to ona zawsze właziła do basenu do płukania brudniejszych szpejów. Tu jest chłodniej, mówiła. I rozbierała się w tym basenie i siedziała wśród tych pływających płetw, butów, pianek i skarpetek. Zawsze na końcu języka miałam pytanie czy wie, ile z tych różnych pianek moczy się z ten teges, sikami, ale co tam. Szczęśliwa była

. OMC jacuzzi.
Nie pamiętam, co miałam napisać. To może tak: Taski, jednak na grupie idzie sporo fotek, tracisz, ale wiem, wiem, choćby Cię przyżegali jak Kuklińskiego, nie założysz Messengera.
Ech, koniec czterodniowego urlopu, jutro do roboty.